Podatek od bezdzietności – co mówią obie strony sporu?
Podatek od bezdzietności wrócił do polskiej debaty publicznej w 2025 roku po tym, jak do Sejmu wpłynęła petycja obywatelska o numerze BKSP-155-X-461/25, domagająca się podwójnej składki emerytalnej dla osób po trzydziestce bez dzieci.
Petycja zakładała też składkę wyższą o 50 procent dla małżeństw z jednym dzieckiem, z wyjątkami dla osób z udokumentowaną bezpłodnością lub po śmierci dziecka. Sejmowa Komisja do Spraw Petycji 22 lipca 2025 roku jednogłośnie ją odrzuciła, opierając się na negatywnej opinii Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji.
Tło sporu jest jednak realne. Według rocznika demograficznego GUS z 24 listopada 2025 roku współczynnik dzietności w Polsce w 2024 r. wyniósł 1,099, czyli mniej niż połowę poziomu zapewniającego prostą zastępowalność pokoleń. To paliwo dla powracających pomysłów demograficznych, a temat „bykowego” w mediach nie schodzi z agendy.
GŁOSY ZA podatkiem od bezdzietności
- Stabilność ZUS: autor petycji szacował, że dodatkowa składka mogłaby zwiększyć wpływy do ZUS o kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie i poprawić bieżącą płynność systemu opartego na zastępowalności pokoleń.
- Sprawiedliwość kosztowa: zdaniem zwolenników, rodzice z dwójką lub większą liczbą dzieci ponoszą znaczące koszty wychowania, na których w przyszłości skorzystają również bezdzietni emeryci, więc dodatkowa składka miałaby wyrównać wkład w system.
- Argument demograficzny: bezdzietność na masową skalę uderza w przyszłą bazę składkową, a Polska zalicza się do krajów trzecich od końca w OECD pod względem dzietności, co według wnioskodawców wymusza twarde narzędzia fiskalne.
- Precedensy zagraniczne: zwolennicy wskazują na rozwiązania europejskie, np. wyższą o 0,25 pkt proc. składkę społeczną dla bezdzietnych w Niemczech po 23. roku życia oraz francuski iloraz rodzinny, twierdząc, że Polska też powinna premiować dzieci, a nie tylko ich brak.
- Bodziec do prokreacji: część wypowiedzi politycznych, m.in. posła Marka Jakubiaka, zakłada, że dodatkowa danina pełniłaby rolę zachęty, a nie tylko kary.
GŁOSY PRZECIW podatkowi od bezdzietności
- Niezgodność z konstytucją: Sejmowe Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji wprost wskazało, że uzależnienie składki od stanu rodzinnego naruszałoby konstytucyjną zasadę równości oraz zasadę sprawiedliwości społecznej zapisaną w doktrynie ubezpieczeń.
- Bezdzietni już płacą: według BEOS osoby bezdzietne nie obciążają systemu, bo regularnie odprowadzają składki, a świadczenia wypłacane są dopiero po osiągnięciu wieku emerytalnego, więc argument o „naturalnym obciążaniu” nie znajduje uzasadnienia.
- Zachęty zamiast kar: wśród posłów panuje konsensus ponad podziałami partyjnymi, że dzietność wymaga „marchewki, a nie kija” – z czym zgadzali się zarówno Marcin Józefaciuk z KO, jak i posłanka Urszula Rusecka z PiS.
- Luki konstrukcyjne: ekspertyza BEOS zwraca uwagę, że propozycja paradoksalnie pomijała samotnych rodziców z jednym dzieckiem, a najbogatsi i tak nie zapłaciliby więcej, bo przekraczają trzydziestokrotność prognozowanego wynagrodzenia.
- Stanowisko resortu rodziny: Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazało, że ewentualne deficyty w ZUS są pokrywane z budżetu, więc nakładanie dodatkowej daniny na bezdzietnych nie ma uzasadnienia systemowego.
NARRACJE POBOCZNE
W debacie powraca narracja o „ukrytym bykowym” – komentatorzy zwracają uwagę, że ulgi na dziecko, wspólne rozliczenie i 800 plus już dziś tworzą fiskalny transfer od bezdzietnych do dzietnych, więc oddzielny podatek byłby tylko zmianą formy. Z drugiej strony pojawia się narracja prawa konsumenckiego, w której bezdzietność opisuje się jako wybór ekonomiczny w warunkach kryzysu mieszkaniowego, a nie egoizm – tak ujmował to m.in. serwis Money.pl, cytując ekspertów rynku pracy.
W obiegu, głównie w mediach społecznościowych, krążą też silnie spekulacyjne tezy, że „bykowe” jest kolejnym krokiem do „kar za styl życia” lub elementem szerszego planu ograniczania wolności prokreacyjnych. Pojawiają się też skrajne odczytania – od „kary za samotność” po sugestie ukrytej polityki demograficznej UE. Nie znajdują one potwierdzenia w dokumentach.
NIEPEWNOŚCI
Nie wiadomo, czy podobne petycje wrócą i w jakim kształcie. Komisja sejmowa odrzuciła konkretny wniosek, ale temat „bykowego” w polskiej polityce powraca cyklicznie od kilku dekad i pojawiał się m.in. w wewnętrznych projektach polityki migracyjnej państwa, do których docierała wcześniej „Rzeczpospolita”.
Brakuje jednoznacznych dowodów, że jakikolwiek podatek od bezdzietności realnie podnosi dzietność. Analizy eksperckie wskazują, że na decyzje prokreacyjne wpływa głównie sytuacja mieszkaniowa i niestabilność finansowa, a nie narzędzia podatkowe – co utrudnia przewidzenie efektów ewentualnego bykowego.
Sporne pozostają same liczby. Autor petycji podał, że wpływy ZUS mogłyby wzrosnąć „o kilkadziesiąt miliardów złotych”, ale analizy eksperckie wskazują na efekty rzędu 585–976 zł miesięcznie na osobę przy średnich pensjach – co bez pełnego modelu makro nie pozwala przesądzić skutku netto dla budżetu i rynku pracy.
SONDAŻ
Czy powinien zostać wprowadzony dodatkowy podatek lub wyższa składka emerytalna dla osób bezdzietnych po 30. roku życia?
FAQ
Czym dokładnie jest „bykowe”?
To potoczna nazwa dodatkowego obciążenia podatkowego lub składkowego nakładanego na osoby bezdzietne. W PRL bykowe obowiązywało od 1946 roku do początku lat 70. i polegało na podwyższonym podatku dochodowym dla bezdzietnych po określonym wieku. Współczesne propozycje najczęściej dotyczą wyższej składki emerytalnej, a nie odrębnego podatku.
Co zdecydował Sejm w lipcu 2025 roku?
Sejmowa Komisja do Spraw Petycji 22 lipca 2025 roku jednogłośnie odrzuciła petycję obywatelską BKSP-155-X-461/25, która zakładała podwójną składkę emerytalną dla bezdzietnych po 30. roku życia. Komisja oparła się na negatywnej opinii Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji oraz stanowisku Ministerstwa Rodziny.
Jak wygląda obecnie składka emerytalna w Polsce?
Składka emerytalna jest stała i wynosi 19,52 procent podstawy wymiaru, niezależnie od stanu rodzinnego. Połowę płaci pracownik, połowę pracodawca. Roczna podstawa składek jest ograniczona do trzydziestokrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia – po jej przekroczeniu składek się nie pobiera.

Komentarze